Scanway to obecnie jeden z najgorętszych tematów na polskim rynku technologii kosmicznych, co potwierdzają twarde dane finansowe. W ciągu ostatniego roku spółka dostarczyła inwestorom stopę zwrotu przekraczającą 300%, jednocześnie zwiększając swój portfel zamówień (backlog) o imponujące 250% do poziomu blisko 60 milionów złotych. W rozmowie z Jędrzejem Kowalewskim, prezesem i założycielem Scanway, analizujemy kulisy zakwalifikowania projektu księżycowego Mani do kolejnej fazy, w której udział spółki opiewa na 8,6 miliona euro. Dowiesz się również, jak polska firma planuje wygrywać z gigantami sektora Old Space dzięki seryjnej produkcji teleskopów optycznych oraz jakie znaczenie dla akcjonariuszy ma techniczne przejście na główny parkiet GPW, planowane na przełom pierwszego i drugiego kwartału 2026 roku. To konkretna analiza fundamentów biznesowych podmiotu, który zamierza stać się kluczowym integratorem ładunków optycznych w Europie.
Transkrypcja rozmowy z prezesem spółki Scanway Jędrzejem Kolwalewskim (23.12.2025). Pod transkrypcją moja ocena wywiadu i spółki
Konrad Książak: Przez ostatni rok spółka dała zarobić inwestorom ponad 300%, backlog wzrósł o ponad 250%, a od początku roku przychody wzrosły o prawie 100%. Pytanie, czy w przypadku spółki Scanway, bo o niej dzisiaj mówimy, to już jest absolutny maks, czy jest jeszcze pole do dalszych mocnych wzrostów? O tym dzisiaj porozmawiamy, a moim gościem jest prezes oraz założyciel spółki Scanway, Jędrzej Kowalewski. Cześć, Jędrzej.
Jędrzej Kowalewski: Cześć, Konrad.
Konrad Książak: Powiedziałem na początku o tych wynikach finansowych i ogólnie o tym, jak to wygląda pod względem liczb. Te liczby w ostatnim roku wyglądają mocno, a można nawet powiedzieć, że bardzo mocno. Backlog wzrósł do prawie 60 milionów złotych. Zawsze jednak pojawia się pytanie: czy przy tak dynamicznym wzroście nie jest to efekt jednorazowy i czy trzeba liczyć się z ewentualnym wyhamowaniem? Czy jesteście w stanie dalej rosnąć, czy wasze moce przerobowe są już w tym momencie wykorzystane w 100 albo 99%?
Jędrzej Kowalewski: To jest złożona sprawa, przede wszystkim dlatego, że patrząc na moment, w którym jesteśmy teraz, prawdopodobnie nie bylibyśmy w stanie już nic „wcisnąć” do naszej produkcji, biorąc pod uwagę obecny zespół. Jednak cała idea polega na tym, aby zgodnie ze strategią przyjętą w ostatnim kwartale, jeszcze bardziej zwiększyć te moce produkcyjne. Chcemy również przejść do nieco bardziej marżowych i wartościowych kontraktów. Przewidujemy, że będzie się to działo w najbliższych latach. Prognozujemy, że nasze moce produkcyjne będą mogły wzrosnąć do poziomu pozwalającego na budowę co najmniej kilkunastu dużych instrumentów, z których każdy może generować przychód na poziomie 2 milionów euro. Planujemy więc bardzo znaczne przeskalowanie dotychczasowych przychodów. W obecnym punkcie historii jeszcze nie jesteśmy na tym etapie, ale przyszły rok przyniesie bardzo mocne zwiększenie zdolności produkcyjnych. Jeśli zespół sprzedażowy wykona dobrą pracę, przełoży się to na dalszy wzrost przychodów.
Konrad Książak: Powiedziałeś, że przyszły rok może być mocny pod względem przychodów. Chciałem do tego nawiązać, ponieważ niedawno pojawiła się istotna informacja o decyzji Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) dotyczącej zakwalifikowania projektu Mani, z udziałem Scanway, do kolejnej fazy realizacji w ramach małych misji księżycowych. Faza 0 została zakończona, a teraz mówimy o fazie A/B1. Pojawiła się informacja, że łączny budżet na tę fazę oraz pozostałe etapy to 50 milionów euro, z czego na samą spółkę przypada 8,6 miliona euro (czyli około 37 milionów złotych). Jak wygląda czas realizacji fazy A/B1? Czy ruszycie z tym w 2026 roku, czy to kwestia kolejnych lat?
Jędrzej Kowalewski: ESA faktycznie często fazuje takie projekty. Tutaj mamy nieoficjalne zapewnienie, że chcemy przejść kolejną fazę naprawdę szybko. Chcemy, aby już za rok, mniej więcej w okolicach końcówki roku, działać z kolejnymi etapami, w których finansowanie będzie odblokowane w dużej mierze. Istnieje duża szansa, że przyszły rok będzie już pod wyraźnym wpływem środków z projektu Mani. Oficjalny start (kick-off) tej fazy, o której informowaliśmy, nastąpi na początku roku. ESA, całemu konsorcjum oraz Duńczykom bardzo zależy na szybkim postępie. Dodatkowo Jared Isaacman został oficjalnie administratorem NASA i ma zadanie wylądować ludzi na Księżycu do 2028 roku. To oznacza, że mapowanie powierzchni Księżyca musi zostać wykonane jak najszybciej, więc działamy pełną parą.
Konrad Książak: Jak wygląda finansowanie takiego projektu w waszym przypadku? Czy każda faza oznacza taką samą ilość gotówki, czy każda kolejna wiąże się z większymi pieniędzmi?
Jędrzej Kowalewski: Zazwyczaj każda kolejna faza to większe pieniądze. Tak to zazwyczaj wygląda w projektach ESA. Największe środki pojawiają się, gdy przechodzimy do budowy sprzętu lotnego i zaczynamy go wysyłać. Spodziewam się, że początek roku nie przyniesie jeszcze bardzo dużych przychodów z tego projektu, ale w kolejnych kwartałach, zwłaszcza pod koniec roku, mogą pojawić się całkiem pokaźne środki.
Konrad Książak: Chciałem wrócić do finansów. W bilansie macie około 15 milionów złotych gotówki, a niedawno pozyskaliście kolejne 15 milionów. Nie jest tajemnicą, że planujecie debiut na głównym parkiecie. Kiedy możemy się go spodziewać i czy będzie mu towarzyszyć kolejna emisja akcji?
Jędrzej Kowalewski: To dobre pytanie. Dokumenty rejestracyjne złożyliśmy we wrześniu. W międzyczasie udało się pozyskać inwestora w postaci TFI PZU SA, który objął prawie 6% głosów w spółce, co dało nam solidny zastrzyk gotówki na realizację strategii. Oznacza to, że nie należy nastawiać się na IPO z pozyskiwaniem kapitału przy przejściu na główny parkiet. Będzie to przejście techniczne. Musimy jednak poczekać na zarejestrowanie podniesionego kapitału, więc debiutu spodziewałbym się na przełomie pierwszego i drugiego kwartału przyszłego roku. Jesteśmy w stałym kontakcie z regulatorem rynku i sprawnie odpowiadamy na pytania, więc proces powinien przebiec gładko.
Konrad Książak: Rozumiem, że techniczne przejście bez emisji jest prostszym procesem?
Jędrzej Kowalewski: Tak, dokładnie. Proces bez dokumentu prospektowego jest znacznie prostszy.
Konrad Książak: Porozmawiajmy o aspekcie technicznym i misji, o której było głośno, konstelacji Piast. W ramach misji Transporter 15 wyniesiono cztery wasze produkty, w tym kamery. Ile trwa uruchomienie takiego satelity i od czego zależy uzyskanie zdjęcia w dobrej rozdzielczości?
Jędrzej Kowalewski: To skomplikowany proces. Wyjaśnię, co dostarczyliśmy: w konstelacji są trzy satelity, dwa mniejsze i jeden większy. Do dwóch mniejszych (Piast S) dostarczyliśmy kompletne instrumenty, czyli teleskop i kamerę (odpowiednik „body” i obiektywu w lustrzance). Do większego (Piast M) dostarczyliśmy tylko kamerę, a część optyczną przygotowało Centrum Badań Kosmicznych. Zdjęcie, które widzieliśmy, pochodzi właśnie z tego większego satelity. Obecnie skupiamy się na pełnym uruchomieniu satelity M. Pozostałe dwa są w stałej łączności, ale ich pełny rozruch jest odłożony w czasie. Uruchamianie satelitów w formie testowej to żmudny proces. Aby to zobrazować: to tak, jakbyśmy chcieli patrzeć przez lornetkę z dużym przybliżeniem, będąc na karuzeli, która pędzi 7 km/s na wysokości 500 km. Trzeba najpierw ustabilizować „karuzelę”, by celować w odpowiednie punkty na Ziemi. Pierwsze zdjęcie pokazało, że łańcuch optyczny działa. Teraz uczymy się synchronizacji. Nasz poprzedni satelita, StarVibe, był kalibrowany przez pół roku, zanim zaczął wykonywać precyzyjne zobrazowania.
Konrad Książak: Czy w przyszłości, za kilka lat, będzie trzeba powtórzyć taką misję? Liczycie na udział w kolejnych tego typu projektach?
Jędrzej Kowalewski: O kontynuacji krajowego systemu zobrazowania musi zdecydować państwo, ale warto o to zabiegać. Jeśli chodzi o Scanway, mamy obecnie tak szerokie portfolio, że testujemy nowe komponenty w misjach naszych klientów. Klienci kupujący u nas produkty bez tzw. Flight Heritage (potwierdzenia w locie) wiedzą, że płacą niższą cenę. Bardziej ryzykowne elementy, jak optyka adaptacyjna, wolimy testować w misjach demonstracyjnych. Często współpracujemy z integratorami, którzy pozwalają nam wysłać coś na orbitę niemal za darmo w zamian za dostarczenie instrumentu do ich testów. Większość naszych produktów będzie testowana w ramach bieżącego lejka sprzedażowego.
Konrad Książak: Waszym istotnym klientem jest ESA. Polski budżet i składka do tej agencji wzrosły. Czy ESA to wasz główny klient i czy nie ma ryzyka uzależnienia się od nich?
Jędrzej Kowalewski: To ważne pytanie. Scanway przez większość czasu rozwijał się bez projektów ESA, choć my, jako założyciele, wychowaliśmy się na ich misjach edukacyjnych. Dopiero teraz do nich wracamy. Projekty ESA mają dużą bezwładność, ale dają unikalne kompetencje. Współpraca z oficerami technicznymi pozwala na głęboką redukcję ryzyka i rozwój technologii, za co normalnie musielibyśmy płacić z własnych środków. Z perspektywy biznesowej projekty z ESA są niskomarżowe, ale budują sieć kontaktów, np. transatlantycką z Intuitive Machines. Mamy zdrowe podejście, ciężko byłoby zbudować szybko rosnący backlog bazując wyłącznie na projektach ESA, dlatego korzystamy z nich selektywnie.
Konrad Książak: Pisałeś na platformie X, że kontrakty z ESA często nie są powtarzalne. Czy Scanway posiada produkty powtarzalne dla klientów komercyjnych?
Jędrzej Kowalewski: Tak, to nasza największa wartość. Linia teleskopów SOP (120, 200, 450) to nasze najbardziej chodliwe produkty. Czasami dostosowujemy interfejsy lub sensory pod klienta, ale koszt ponownego projektowania (non-recurring engineering) jest niewielki w porównaniu do wartości produktu. Mamy klienta z Azji Południowo-Wschodniej, dla którego dostarczamy całą serię teleskopów. Skupiamy się na efekcie skali. Widzimy też dużą szansę w kamerach do inspekcji procesów na orbicie (linia SCS). Mamy dwa kontrakty na systemy do dokowania i inspekcji luster. Te produkty mogą docelowo znaleźć się w niemal każdym obiekcie wysyłanym w kosmos.
Konrad Książak: Konkurujecie na rynku światowym z ogromnymi firmami tzw. Old Space, które mają potężne budżety. Jak jesteście w stanie wygrywać z nimi pod względem rozdzielczości i jakości?
Jędrzej Kowalewski: To niesamowite, bo sami na początku myśleliśmy, że wszystko już zostało zrobione. Rzeczywistość jest inna. Większość firm skupia się na małych instrumentach do CubeSatów, gdzie konkurencja jest mordercza. My celujemy w większe i bardziej marżowe teleskopy (jak SOP 450). Firmy Old Space produkują instrumenty za dziesiątki lub setki milionów euro, ale robią ich tylko kilka sztuk w historii. Ciężko jest od nich coś kupić, jeśli ma się budżet firmy typu New Space. Dodatkowo firmy Old Space często budują całe satelity, co rodzi konflikt interesów u integratorów, którzy nie chcą kupować od konkurencji. My oferujemy elastyczność i myślenie seryjne. W USA satelity składa się już w halach przypominających fabryki samochodów, a nie w sterylnych i drogich cleanroomach. Nasze teleskopy są projektowane tak, by pasowały do tej seryjnej produkcji.
Konrad Książak: Przedstawiliście strategię na lata 2026-2028. Chcecie być jednym z największych integratorów ładunków optycznych w Europie i przejść od budowania maszyn do budowania maszyn, które robią maszyny. Czy to nie jest zbyt ambitne? Koszty was nie zjedzą?
Jędrzej Kowalewski: Myślę, że nie. Od lat tworzymy pod to podwaliny. Na Dolnym Śląsku mamy dostęp do ekspertów od skalowania produkcji, m.in. z branży automotive. Już teraz widzimy, że kluczem są kontrakty na dziesiątki lub setki instrumentów. Finansowanie pod takie zamówienia łatwiej zdobyć nie tylko z giełdy. Potrafimy robić rzeczy na światowym poziomie przy niewielkich środkach. Do poziomu, na którym jesteśmy teraz, rozwinęliśmy firmę dysponując łącznie około 40 milionami złotych.
Konrad Książak: Czy bycie integratorem oznacza wyższe marże, czy tylko wyższe przychody?
Jędrzej Kowalewski: To zależy od projektu. Niektóre wymagają dużych nakładów na R&D, inne to sprzedaż powtarzalnych produktów, gdzie koszty inżynierskie już ponieśliśmy. Nasza nowa filozofia zakłada współtworzenie misji z odbiorcą. Scanway dostarcza certyfikację, kalibrację i „znaczek jakości” gwarantujący, że instrument zadziała. Pomagamy operatorom konstelacji zaprojektować ich główny sensor.
Konrad Książak: Będziemy obserwować Scanway, czekamy na przejście na główny parkiet i kolejne kontrakty. Bardzo dziękuję za rozmowę.
Jędrzej Kowalewski: Dzięki.
Moje podsumowanie rozmowy:
Scanway jawi się obecnie jako jeden z najbardziej intrygujących podmiotów w polskim sektorze technologicznym, co potwierdza nie tylko dynamicznie rosnący backlog, ale przede wszystkim unikalna struktura akcjonariatu. W branży kosmicznej to właśnie portfel zamówień jest kluczem przyszłych przychodów, a te w przypadku Scanway utrzymują silną trajektorię wzrostową od momentu debiutu. Wyjątkowym sygnałem jakościowym dla rynku jest zaangażowanie TFI PZU, które zdecydowało się przekroczyć próg 5% głosów jeszcze na etapie notowań spółki na NewConnect, co jest zjawiskiem rzadkim i stanowi mocny dowód zaufania instytucjonalnego. Choć aktualny globalny hype na sektor New Space sprzyja wycenom, inwestorzy muszą brać pod uwagę wyzwania związane z efektem wysokiej bazy oraz realizacją wyjątkowo ambitnej i kapitałochłonnej strategii. Zwinność operacyjna spółki pozwala na efektywne skalowanie biznesu, jednak tak agresywny plan rozwoju niesie ze sobą naturalne ryzyka. Mimo to, ze względu na ograniczoną reprezentację sektora kosmicznego na GPW, Scanway pozostaje wysoce atrakcyjną propozycją dla portfeli szukających ekspozycji na innowacje o globalnym zasięgu.






